|
1 września
O
godz.
4.30 niemiecki pancernik "Schleswig-Holstein" przyjął stan gotowości
bojowej.
Zarządzono
alarm. O godz. 4.43 w dzienniku pokładowym odnotowano: Okręt idzie do
ataku na Westerplatte (Schiffgeht zum Angriff auf Westerplatte wor). O
godz. 4.45 salwą ogniową z pancernika rozpoczęła się druga wojna
światowa. O godz. 4.50 mjr Sucharski nawiązał łączność telefoniczną z
dowództwem Marynarki Wojennej w Gdyni. Wiadomość była
krótka, lecz
tragiczna:
"O
godz. 4.45 dnia 1 września pancernik "Schleswig-Holstein" rozpoczął
bombardowanie Westerplatte. Bombardowanie trwa".
Przyszedł
czas na udowodnienie wieloletnich wysiłków polskich
żołnierzy na
Westerplatte, zmierzających do wzmocnienia obronności Składnicy. Myśl
taktyczna i konstrukcyjna oficerów sztabowych i
inżynierów, pracowitość
rąk setek żołnierzy i wielu pracowników cywilnych, po 13
latach, 7
miesiącach i 11 dniach została wystawiona na najcięższą
próbę -
przeciwstawienia się nawale ognia i stali, jaka runęła na polski
półwysep z lądu, morza i powietrza.
W
chwili napaści żołnierze z placówki "Prom" byli w trakcie
przygotowań
do odmarszu do koszar po skończonej służbie. Gdy brama kolejowa
wyleciała w powietrze, zajęli natychmiast stanowiska ogniowe i
przywitali ogniem karabinów, i broni maszynowej wdzierające
się
oddziały niemieckie. Równocześnie alarm dla całej załogi
postawił w
gotowości do walki wszystkie placówki. Działo polowe pod
ogniem
niemieckich cekaemów wytoczono z garażu na przygotowany
punkt na skraju
lasu.
Nieprzyjaciel
skierował główne natarcie na placówkę "Prom".
Zajęczała ziemia, chmury czarnego dymu z dnia uczyniły noc. Na głowy
obrońców posypały się drzewa, gałęzie i spadająca ziemia.
Padli pierwsi
zabici. Pomimo silnego ognia wrogich cekaemów patrol
zniósł wartownię
policji gdańskiej przy głównej bramie oraz rozproszył
niemiecką
kompanię piechoty, posuwającą się w kierunku kanału portowego.
Jedyne
działo polowe ogniem bezpośrednim zlikwidowało kilka
niemieckich karabinów maszynowych w budynkach po zachodniej
stronie
kanału portowego w Nowym Porcie - latarnię morską, kapitanat portu,
spichlerze.
Ponowny
atak na placówkę "Prom" odparły moździerze spod
koszar, zmuszając Niemców do odwrotu. Na akcje moździerzy
odpowiedziały
działa pancernika, niszcząc barykady z pni drzewnych, a także
uszkadzając elewacje budynku koszar, które mimo to nic
utraciły swej
przydatności do obrony.
W
tym samym czasie od strony basenu amunicyjnego obsada
placówki "Przystań" prowadziła walkę ogniowa z przeciwnikiem
poprzez
kanał portowy w rejonie wieży pilotów i komory celnej przy
wejściu do
portu. Placówka "Prom" odparła kolejny atak niemiecki,
otrzymując
wsparcie plutonu moździerzy spod koszar. Przerażona piechota niemiecka
opuściła teren Westerplatte.
Niemcom
nie udało się planowane błyskawiczne zajęcie terenu
Westerplatte i dlatego przystąpili do szturmu artyleryjskiego. Od 5.35
do 9.00 ostrzeliwali Westerplatte baterią z Brzeźna, cekaemem ze
spichlerzy i wieży kościoła w Nowym Porcie. Łatwo odkryli i zniszczyli
polskie działo, z którego oddano 28 skutecznych
strzałów. Na rozkaz
komendanta wycofano obsadę placówki "Prom", która
wzmocniła załogę
koszar i wartownię nr 1.
Kolejne
natarcie niemieckie, przeprowadzone od godz. 9.00 do
11.00, odparły wartownie nr 1, 2 i 5 oraz placówka "Fort".
Najdłużej
trwała walka na odcinku placówki "Przystań".
Trzeci
atak na wartownie 1, 2 i 5 odbył się pomiędzy godz.
19.00 a 20.30. Niemcy, nie dając za wygraną, skoncentrowali silny ogień
artyleryjski z pancernika i baterii z Wisłoujścia i Brzeźna. Do walki z
placówką "Przystań" użyli działka piechoty. W godzinach
wieczornych
odparto wypady niemieckie na wartownię nr 1 oraz na placówkę
"Fort".
Bilans
znojnego pierwszego dnia walki oprócz zabitych i
rannych, przyniósł Polakom utratę jedynego działa oraz
wycofanie się
placówki "Prom".
Straty
w ludziach tego dnia wyniosły po stronie polskiej 4
zabitych i szereg rannych. Strona niemiecka odnotowała tego dnia 82
zabitych i wielu rannych.
2 września
Artyleria
niemiecka we wczesnych godzinach rannych rozpoczęła drugi dzień boju o
Westerplatte. Do natarcia ruszyła też piechota. Do godziny 14.00 Polacy
ogniem karabinów maszynowych z wartowni 1, 2 i 5 oraz
placówki "Fort"
skutecznie odparli dwa ataki. Dowództwo niemieckie, chcąc
definitywnie
zakończyć walkę, zdecydowało się na zniszczenie nalotem
sztukasów
domniemanych fortyfikacji podziemnych. Półgodzinny nalot
przeprowadziło
47 samolotów - bombowce nurkujące Ju 87 od 18.05 do 18.45.
Według
danych niemieckich w tym dniu zrzucono 8 bomb 500 kg, 50 bomb - 250 kg
i 100 bomb 100 kg rozrywających. Po każdym zrzucie następowała
detonacja i chmury dymów sięgały 100 m, i tylko jedno
trafienie
powodowało, że wyleciały w powietrze części muru. Ponadto ostrzeliwano
pozycje polskie z broni pokładowej. Po tym zmasowanym ataku Niemcy
stwierdzić musieli kolejne niepowodzenie, choć straty polskie były
ogromne.
W
drugim dniu walki zginęło 8 polskich żołnierzy, wielu odniosło rany,
utracono wszystkie moździerze, zniszczone zostały połączenia kablowe i
wartownia nr 5. Poważnie zostały uszkodzone koszary, a cały teren
Westerplatte zryty lejami od bomb.
Mimo
odniesionych strat, załoga nie załamała się, mjr Sucharski nakazał
spalić tajne szyfry, aby nie trafiły w ręce wroga.
Nocą
z
2 na 3 września kilkakrotnie dochodziło do wymiany ognia.
3 września
Na
pokładzie "Schleswig-Holstein" dowództwo niemieckie w
godzinach rannych
omawiało kolejne, bardziej skuteczne natarcie, w którym
miały wziąć
udział dwa bataliony pułku Krappego, kompania szturmowa marynarki
wzmocniona 45 ludźmi z pancernika z 4 karabinami maszynowymi przejętymi
ze szkoły artylerii oraz oddział haubic i kompania saperów.
Niemcy byli
przekonani o istnieniu na Westerplatte bardzo nowoczesnych obronnych
urządzeń. Ich zdaniem bunkry były połączone przejściami podziemnymi.
Zamierzano do ataku wprowadzić moździerze 21 cm, czołgi oraz łodzie
szturmowe dla saperów. 
Tego
dnia w godzinach przedpołudniowych Niemcy dwukrotnie nękali ogniem
artyleryjskim teren Westerplatte. Dopiero po południu, po 15-minutowym
przygotowaniu artyleryjskim na koszary i wartownie 1 i 2 przeprowadzili
natarcie rozpoznawcze. Nocą usiłowali unieszkodliwić wypadami wartownie
1 i 2 oraz placówki "Fort" i rkm kpr. Szamlewskiego. W
ciężkiej walce
wypady zostały odparte.
Polacy
i w tym dniu utrzymali pozycje obronne, lecz powiększył się stan
rannych żołnierzy. Komunikaty radiowe donosiły o zajęciu Bydgoszczy i o
dokonanym odcięciu Pomorza od polskiego zaplecza.
4 września
Rankiem
niemiecki torpedowiec "T-196" po zbliżeniu się do Westerplatte otworzył
ogień i pomiędzy godzinami 7.00-7.12 oraz 9.45-9.50 z odległości 2800 m
wystrzelił 65 granatów w kierunku składów
amunicyjnych od strony morza,
wartowni, płotu i muru po wschodniej stronie Westerplatte. Niemcy byli
pewni skutecznego rażenia, poczuli się jednak zawiedzeni, nie
dostrzegając oczekiwanych w wyniku ostrzału artylerii
rezultatów.
Drugi
okręt "Von der Groeben" otworzył ogień na cele ruchome i został przez
Polaków ostrzelany z karabinów maszynowych.
Pociski wysiane w kierunku
Westerplatte z torpedowca uczyniły wiele zamieszania z tego powodu, iż
jeden pocisk źle odmierzony na celowniku wpadł między cysterny oleju w
Gdańsku-Letniewie, trzy dalsze zaś eksplodowały dokładnie w środku
kanału portowego. W wyniku niefortunnych ostrzeliwań zaniechano działań
zaczepnych od strony morza.
Czwarty
dzień również nie przyniósł Niemcom oczekiwanych
rezultatów. Polska
załoga, mimo poważnych zniszczeń umocnień oraz zwiększenia się liczby
rannych żołnierzy, nadal utrzymywała swą linię obronna. Niemniej
wskutek ustawicznego ostrzału artyleryjskiego, braku wody pitnej i snu
- wzrastało fizyczne wyczerpanie. Niemcy mieli możliwość luzowania
oddziałów nacierających, natomiast otoczona ze wszystkich
stron i
osamotniona załoga polska była pozbawiona tych możliwości, zdana
jedynie na swe karabiny, broń maszynową i potrzebę kontynuowania
obrony. Coraz bardziej widoczne w wyniku zniszczeń umocnienia i schrony
nie gwarantowały zabezpieczenia. Także sytuacja w głębi kraju miała
swój wpływ na przygnębienie żołnierzy. Komunikaty radiowe
donosiły o
toczących się walkach już w okolicach Krakowa i Łodzi.
5 września
Niemcy
nie mogli zrozumieć, w czym tkwi przyczyna ich niepowodzeń. Byli pewni
ataków Polaków ukrytych w koronach drzew i
dlatego z dział
przeciwlotniczych otwierali ogień na wierzchołki drzew, by wyeliminować
ich zdaniem obecnych tam strzelców wyborowych. Ostrzeliwali
również w
ciągu dnia okaleczony teren Westerplatte, lecz bezskutecznie.
O
godz.
11.00 rozpoczął się ostrzał artyleryjski, z dział
torpedowców
niemieckich, a od
12.00 do 15.00 rozwinęła się wymiana strzałów
pomiędzy stanowiskami obronnymi a linią niemiecką. Gdy nastąpiła
względna cisza, w godz. 16.15-17.00 ciężkie moździerze niemieckie
ostrzeliwały dokładnie już widoczne koszary i wartownie 1 i 2, co
spowodowało dalsze ich uszkodzenie. W ciągu nocy Polacy odpierali
kolejne wypady niemieckie na wartownie 1 i 2, a szczególe na
placówkę
"Fort", gdzie rozgorzała ciężka walka z silną grupą niemiecką.
Komunikaty
radiowe niosły dalsze niepokojące wieści o zamknięciu polskich grup w
Borach Tucholskich, bitwie na linii Mława-Warszawa-Bydgoszcz-Toruń, o
atakach na Poznań, zajęciu Łodzi, Kielc, Gór
Świętokrzyskich.
6 września
O
godz.
3.00 Niemcy dokonali pierwszej próby podpalenia lasu,
poprzez wtoczenie
torem kolejowym cysterny wypełnionej benzolem. Operacja nie powiodła
się, bowiem wagon-cysterna nie został dostatecznie wtoczony przez
lokomotywę, dotarł tylko do własnych ubezpieczeń, gdzie stanął i
wybuchł. Niemieckie oddziały zdążono wcześniej wycofać.
Zapalenie
lasu za pomocą miotaczy ognia przez pionierów
również nie powiodło się.
Na południowo-wschodnim skraju lasu blisko budynku stacji kolejowej
szopa generatora i budka dróżnika zostały przez
pionierów wysadzone w
powietrze.
Pomiędzy
godz. 9.00 a 11.00 Niemcy dokonali ponownego ostrzelania basenu
amunicyjnego. Magazyny wprawdzie zostały trafione, lecz wbrew
niemieckim oczekiwaniom nie eksplodowały. Około 15.45 Niemcy wznowili
próbę podpalenia lasu. Tym razem dwa wagony-cysterny
wypełnione
benzolem dotarły na przewidziane miejsce, lecz słabo rozwijający się
ogień wygasł po 15 minutach.
W
godzinach wieczornych artyleria i piechota niemiecka wznowiły ataki,
których celem stały się stanowiska placówki
"Przystań". Załoga
niezmiennie utrzymywała swe linie obronne, lecz wyczerpanie dochodziło
do punktu szczytowego. Położenie rannych stawało się coraz gorsze, u
niektórych wywiązała się gangrena.
7 września
Ostateczne
piekło Polakom zgotowali Niemcy wczesnym świtem w siódmym
dniu obrony.
Skierowano na Westerplatte wszystkie posiadane środki, by opanować
ostatecznie niewielką wysepkę oporu. Cel ataku w świetle
reflektorów
był niezwykle widoczny: z czerwonego muru pozostały jedynie resztki,
olbrzymie drzewa leżały zwalone, przez widniejące szczerby widoczne
były okaleczone pociskami koszary i wartownie. O godz. 4.00 Niemcy
rozpoczęli silne natarcie. Otworzyły ogień działa pancernika i broń
przeciwlotnicza. Zaciekle biły karabiny maszynowe. Kanonada trwała do
godziny 5.00. Ogień natarcia został wstrzymany, a do akcji wkroczyła
piechota nieprzyjaciela. Zachodnią część Westerplatte za kilkanaście
minut począł nękać ogniem zaporowym "Schleswig-Holstein" z dział 15 i
8,8 cm. Głównym celem tym razem był schron osypany ziemią
oraz
wartownia nr 2. Ta ostatecznie została trafiona.
O
7.10
ogień otworzyły działa przeciwlotnicze, kierując atak w
głównej mierze
na korony przerzedzonych poprzednimi atakami drzew, by ostatecznie
wyeliminować z walki strzelców wyborowych, którzy
mieli ponoć
skutecznie ostrzeliwać z tej pozycji podchodzących w natarciu żołnierzy
niemieckich (snajperów na Westerplatte w koronach drzew
nigdy nie
było).
Mimo
tak zmasowanego ataku, teren Westerplatte i tym razem pozostał w rękach
Polaków. Atakujące jednostki niemieckie o godz. 7.15
wycofały się na
poprzednie pozycje. Do akcji przystąpili jeszcze raz saperzy usiłujący
ponownie podpalić las. Pompą motorową oblewali drzewa benzyną. Tym
razem powiodło się. Las stanął w płomieniach, lecz teren Westerplatte
nadal był terenem Wojskowej Składnicy Tranzytowej.
Był
to
ostatni triumf załogi Westerplatte. Siódmy dzień w
nierównej walce, bez
chwili wypoczynku, bez wody, bez ciepłej strawy, utraciwszy 15
zabitych, kilkudziesięciu rannych, pod ogniem dział, moździerzy,
miotaczy min i bomb lotniczych załoga trwała w swych zrujnowanych
umocnieniach. Nie oddała ani piędzi ziemi, której broniła
jedynie
karabinami maszynowymi i ręcznymi granatami. Przetrzymała 17 fal ognia
huraganowego, odparła 14 ataków i 19 nocnych
wypadów.
W
tej
sytuacji dalszy opór stał się beznadziejnie bezcelowy. O
godz. 10.15
komendant mjr Henryk Sucharski zarządził przerwanie walki i wywieszenie
białej flagi. W uznaniu tego rzadko spotykanego w dziejach wojen
bohaterstwa i niezłomnego ducha, dowództwo niemieckie
pozwoliło mjr
Sucharskiemu odejść do niewoli z szablą przy boku.
8 września
Dowódca
"Schleswig-Holstein" kmdr Gustaw Kleikamp, kpt. marynarki A. Zaubzer i
ppor. marynarki Hartwig 8 września 1939 r. o godz. 16.00 dokonali
przeglądu terenu Westerplatte. W dzienniku pokładowym odnotowano m.in.:
"Kleikamp odniósł wrażenie..., że
chodziło tu
o dobre zabezpieczenie, właściwe urządzenia obronne o dużej głębokości,
dobrze dostosowane do warunków terenowych... Ostrzał
artylerią okrętową
1 września nie zniszczył wartościowych urządzeń obronnych. Jedyne
stojące do dyspozycji działo 7,5 cm zostało wyłączone z walki [...] w
jakim stopniu ucierpiały koszary na skutek ognia artyleryjskiego okrętu
w dniu 1 września nie da się ustalić; jednak budynki mają liczne
trafienia ognia ckm. Bez wątpienia ucierpiały one mocno poprzez
działania nalotu bombowego sztukasów i ostrzeliwań z haubic
w dniu 5
września. Bunkier ckm [Wartownia nr 5] został bez wątpienia zniszczony
bombami sztukasów. Leżały tam jeszcze zwłoki poległych
Polaków. Blok I
[Wartownia nr 1] pozostał nietknięty, blok III [Wartownia nr 3]
zniszczony 7 września trafieniami pocisków 28 cm... Dom
Dowódcy i
budynek gospodarczy mocno ucierpiały, ten ostatni rozbity przez bombę w
zachodniej przybudówce. Okna, drzwi i urządzenia wewnętrzne
w
większości zniszczone i porozrzucane. Stare koszary zostały lepiej
zachowane. Bomby 250 kg, które upadły obok, były mało
skuteczne. Nowe
koszary były zewnętrznie nietknięte, piwnica zupełnie niezniszczona,
ale w straszliwym nieporządku; od 2 września była zamieszkiwana przez
załogę. Również wyżej położony parter poza urządzeniami
pozostał
nietknięty; poddasze ucierpiało więcej, ponieważ bomba przebiła płaski
dach, ale sufit wgięło tylko do parteru. Nie było żadnych
znaków, że
miały tu miejsce straty w ludziach. W szafie pancernej wśród
mało
znaczących map i papierów znaleziono Książkę
Sygnałów Polskiej Floty i
Książkę Radiotelegramów. Budynek z muru pruskiego na
zachód od nowych
koszar pozostał nieuszkodzony poza nieporządkiem wewnątrz. Betonowa
piwnica z kilkoma stałymi gniazdami ckm i Blok IV [Wartownia nr 4]
nieuszkodzone. Maszynownia prawie nieuszkodzona. Wszędzie dużo amunicji
do broni ręcznej i ckm oraz środki żywnościowe jeszcze w dużej ilości -
brakowało tylko chleba. Wszystkie urządzenia oświetleniowe i
telefoniczne zostały zniszczone. Działo zostało znalezione wieczorem
przez grupę z okrętu w odległości około 100 m na południowy
wschód od
elektrowni, w sprytnie ulokowanym stanowisku na skraju lasu. Dwa
znalezione działka ppanc. 37 mm skonfiskowały kompania
pionierów i
kompania szturmowa. W różnych punktach znajdowały się dobrze
usytuowane
pozycje strzelców...".
|